top of page
Szukaj

Zawsze spóźniony...

Bóg przychodzi zawsze spóźniony. Nie ma go, gdy czekasz w oknie, z ciastem i herbatą. Nie ma go, gdy otwierasz drzwi i czekasz w

progu. Nie ma go, gdy potrzebujesz tego najbardziej, gdy liczysz, że wydarzy się cud, a on nie następuje. Nie ma go. Jest rozpacz, a potem cisza.



On przychodzi godzinę później. Gdy już nikt nie czeka: gdy ciasto schowane dawno temu do lodówki, herbata zimna, a Ty nie stoisz od dawna w oknie. Przychodzi i siada obok, rozgląda się po tym co zostało. Przychodzi nie po to by oceniać, ale by podać pudełko chusteczek. To czy chcesz gadać nie ma znaczenia, On wie, że nie chcesz. Chce posiedzieć, zjeść to obsuszone ciasto. Mówi: ono jest ciągle dobre, pomoczymy je w herbacie i zjemy. Razem. Posiedzi, pomilczy, porozgląda się po Twoim rozsypanym życiu. Nie ocenia, nie jest tu po to.



 Żałoba po dziecku nie jest wielobarwna, to nie magia, nie drzwi do Narni, które nagle się otworzą i wyskoczy wesoły faun. Bardzo byśmy chcieli mieć to połączenie z magicznym światem, ale nasze dziecko nie przychodzi do nas nawet w snach, choć tak bardzo na to czekamy. Zasypiamy z nadzieją, że chociaż na chwilę będziemy mogli zobaczyć ponownie ukochaną twarz. Nic z tego. Tak jak nie przyszedł nikt, by uratować Hanię, gdy modliliśmy się o cud. Wierzyliśmy z całego serca, że będzie inaczej, że akurat to my mamy tą szansę, że jesteśmy tym jednym procentem szczęściarzy, którzy wyjdą z tego bagna obronną ręką. Niestety. Śmierć nadeszła, zamiast Świętego Mikołaja, zaglądała w Wigilię w nasze okna. Ale usłyszała śpiew Hani i odeszła. Wróciła jednak szybciej niż nam się wydawało. !0 stycznia zabrała nam to co najcenniejsze, wyrwała z naszych objęć nasz skarb, choć tak bardzo to ja chciałam to zrobić: wziąć Hanię na ręce i uciec. Uciec tam, gdzie będzie bezpieczna, gdzie nie będzie już bólu, lęku. Niestety nie ma tez tam, gdzie teraz jest Hania, ziemskiej przyszłości. To zostało jej odebrane: plany, marzenia, dorosłość w którą dopiero co wkraczała. Zostaliśmy tutaj my: rozczarowani, załamani i zawiedzeni tym, że cud nie nastąpił. Że mimo szeroko otwartych drzwi On nas zawiódł, nie przyszedł, zapomniał, miał inne plany, a może w ogóle nasz los Go nie obchodzi?



Przyszedł. Teraz, po czasie, po godzinie. U Ciebie też jest, siedzi obok. Nie ocenia, patrzy, zerka na brudne okna. A Ty wcale ich nie myjesz, bo jest tam ślad po dłoni Twojego dziecka. Tyle nam zostało: ślad.. Wokół Ciebie jest cisza, czas który dzieli Cię od pogrzebu jest wypełniony bezradnością, pustką, nicością i żalem. Znajomi nie dzwonią, telefon milczy, nie masz wcale ochoty wychodzić z domu i widzieć kogokolwiek. Twój małżonek staje się obcy, coraz mniej ze sobą rozmawiacie, służbowo lub wcale. Winicie się o wszystko, każdy z Was zamyka się w swoim cierpieniu. Brzmi znajomo? W większości przypadków tak, bo żałoba po dziecku zaburza naturalny porządek świata, bo nikt z nas nie jest na taką katastrofę gotowy, bo miało być inaczej. Zawiódł nas czas, medycyna, życie. Staraliśmy się ze wszystkich sił oszukać przeznaczenie, ale się nie udało. Żałoba ma wiele odcieni szarości, etapów przez które przechodzimy. Po co? Po to, żebyśmy mieli silę po raz kolejny wstać i poskładać nasze rozsypane na kawałki życie na nowo. To historie, które słyszę codziennie. Nie ma się co dziwić, nikt nas nie przygotowuje na taki cios. Małżeństwa się rozsypują jak domki z kart, rodziny tracą spoiwo, które łączyło je w całość. To najtrudniejsze z doświadczeń może jednak być Waszą siłą, nie słabością.



Wtedy, godzinę po, przychodzi On. Siada i jest. To nie zawody, to nie zakopany w ziemi talar, który mieliśmy w tym czasie rozmnożyć. To czas, by odszukać sens swojego marnego istnienia. By rozejrzeć się dookoła, dostrzec tych, którzy cierpią również. Wyciągnąć rękę i potrzymać cudzą. Nie mówicie innym jak mają przeżywać żałobę, nie dawajcie złotych rad. Po prostu bądźcie obecni. Przyjdźcie, wypijcie razem herbatę, i spytajcie gdzie jest to stare ciasto. Zjedzcie je razem mimo, że jest już inne, nieatrakcyjne.



Każde święta, urodziny, wydarzenia dla nas ,rodziców po stracie, są odliczaniem: tydzień bez Hani, miesiąc, dwa.. pierwsza Wielkanoc. Wyświetlają się filmiki z tamtego roku, gdzie jak zawsze dzieci w Niedzielę Wielkanocną wybiegają do ogrodu szukać słodyczy i rozwiązywać zagadki. Co roku przygotowuję dla nich podchody, z wskazówkami, gdzie ukryte są niespodzianki. Co zrobię w tym roku? Czy w ogóle? Czy damy radę przejść przez to bez Niej? Mam nadzieję, że wtedy przyjdzie On. Spóźniony. Ciągle czekam z herbatą, cięgle ją podgrzewam. Nasza rodzina jest inna. To co komuś może wydawać się nie do przejścia, nas buduje. Dlaczego? Bo o tym mówimy. Bo nie zamykamy drzwi. One są szeroko dalej otwarte. To nie jest rada, ani terapia. To nie jest recepta ani złoty środek na to co się wydarzyło. Było to coś na co nie mieliśmy wpływu. I nie chodzi o to by się poddać, by dać się pociągnąć w przepaść z nurtem rzeki, Może to czas by wybudować most, na którym mogą odpocząć inni rozbitkowie?



Nie wiem dlaczego my? Dlaczego Hania? Dlaczego los tak okrutnie nas doświadczył? Dlaczego On nie przyszedł, dlaczego nie było żadnego cudu, dlaczego zostaliśmy sami? Czasem ktoś mi mówi, że Bóg daje Ci tyle ile możesz unieść, a tych których kocha najbardziej, doświadcza najmocniej. Ale kto chce takiej miłości? Ręka do góry? Zbieramy zapisy, ale lista jest pusta. W tym okrutnym losowaniu "wygraliśmy" my.



Pierwsza Wielkanoc bez... Pierwsze zbieranie jajek bez... pierwsze podchody bez... za to z dziurą w sercu, z wyrwanym kawałem samego siebie. Patrzę wstecz codziennie. Mój Motyl, moja miłość do niej żyje i żyć będzie. Pamięć, o którą tak Hania walczyła jest i nigdy nie zniknie. Pamięć o naszych Motylkach. Drogie mamy. Drodzy rodzice. Nikt Was nie zrozumie bardziej niż Wy sami. Pytacie mnie czy mam siłę słuchac Waszych historii. To nie Wasza, a nasza wspólna droga. Czas Wielkanocy to czas odrodzenia, nadziei. To czas, by rozejrzeć się wokół, wziąć za ręce. Wysmarkać nosy, podnieść głowę. Wasze życie ma sens, daliście światu coś, czego nikt Wam nie odbierze. My zadbamy o Pamięć. W ogrodzie Hani będzie miejsce dla Was, dla Naszych Motyli. I dla Niego. On przyjdzie, ale godzinę spóźniony. Usiądzie z nami przy ognisku, które sam rozpali. Do zobaczenia w sierpniu kochane Mamy.



Budujemy ogród, motylarnię, zasadzimy drzewka dla naszych Motyli. I będziemy spotykać się co roku. Tak jak chciała Hania, nie pozwolimy zapomnieć o dzieciach, o istnieniach, które tak wiele wniosły do tego świata. Dla Was Rodzice będzie to miejsce. Ogród Hani.



Dziękuję wszystkim, którzy są przy nas, którzy nie zniknęli, którzy są dalej mimo, że nie wiedzą co powiedzieć. Nasz ciężar łatwiej jest nieść jak się z nim dzielimy, jak piszę o tym. To jest dla mnie pewnego rodzaju terapia. Sama widzę jak te etapy się zmieniają, że każdy kolejny miesiąc jest inny, Każdy trudny. Jeśli masz ochotę dołożyć cegiełkę do Ogrodu Hani, poniżej link:





Zapraszam tez na urodziny Hani. 10 maja każdy może przyjść z roślinką wabiąca motyle i zasadzić ją w Ogrodzie Hani. Więcej informacji bliżej tego terminu.


Spotkanie dla Motylich Mam panujemy na 22 sierpnia 2026.



Fundacja im. Hanny Barczak, Wierni Fani Hani.



Mama Hani

 
 
 

Komentarze


Fundacja.jpg

Tel. +48 503 464 658

ul.  Łączna 10

96-100 Skierniewice

Polska

Nazwa:

FUNDACJA IMIENIA HANNY BARCZAK, WIERNI FANI HANI

Numer KRS: 0001236634

NIP: 8361893130

REGON: 54463982100000

Forma prawna: FUNDACJA

  • Facebook
  • Instagram
  • X
  • TikTok

Dołącz do Naszej Społeczności

 

© 2026 by Fundacja Hanny Barczak Wierni Fani Hani. 

Autor: Sylwia Barczak

 

bottom of page